Start Aktualności Wstydliwa cisza
czwartek, 14 wrzesień 2017

Poprosiliśmy ks. Tadeusza Semmerlinga, aby napisał kilka zdań do parafialnego biuletynu "Głos MIchała Archanioła", na temat swojej pracy w Brazylii. Dzisiaj publikujemy go na stronie wraz ze zdjęciami.

Zwyczajny dzień. Pewien człowiek padł na ziemię. Stał się chwilowo nieprzytomny. Padł też blady strach i bojaźń Boża na mieszkańców miasteczka Castelo do Piaui. Chociaż było to chwilowe, zatrzymało jednak na chwilę życie mieszkańców naszego Castelo. Pan Bóg pokazał, że jest obecny, chociaż nieraz lekceważony i wydaje się niezauważalny.

W Chrystusie żyjemy, w Nim się poruszamy, w Nim jesteśmy. On jest widoczny w naszym życiu, przypominają nam Dzieje Apostolskie relacjonując mowę św. Pawła w oświeconych Atenach. Czynimy Go czasem bezsilnym świadkiem naszego życia, spychając Go do prywatnej i coraz bardziej wstydliwej, skrywanej sfery naszego życia.

Pierwszym zadaniem ewangelizacji jest ukazanie zbawczej obecności Jezusa Chrystusa nie tylko w ogólnie pojętym "świecie", ale bardziej szczegółowo w życiu osobistym każdego z nas. Ewangelizacja i misje zadają pytanie - Kim jest Bóg? Kim jest On dla mnie? Jakie znaczenie ma śmierć Chrystusa dla mnie? Czy to mnie w ogóle obchodzi? Kto ma zadać te pytania, jeśli nie ludzie Kościoła? Pytania te wymagają jasnych odpowiedzi, które nie zawsze powinny przybierać formę werbalną, ale tę bardziej przekonywującą - formę przykładu i świadectwa. Będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i aż po krańce świata - przypomina nam Jezus przed wniebowstąpieniem. Mógłbym napisać, że jesteśmy wezwani przez Pana do świadczenia o Nim. Pozwólcie, że zapytam - odczuwasz taką potrzebę? Doświadczenie Kościoła misyjnego pomaga zauważyć ludzi, którzy mają silną potrzebę świadczenia i życia ewangelią. Ich zaangażowanie i przykład są dla duszy prawdziwym napojem energetycznym (Pan Jezus mówił o żywej wodzie) i budzą pragnienie zaangażowania. Patrząc na moich parafian i współpracowników powiedziałem kiedyś sobie - ja też tak chcę. Moje chcenie kontynuuje już 12 lat.

Pisząc o  Brazylii mógłbym wspomnieć o pięknych i bezkresnych krajobrazach, palącym słońcu czy też o walce ze skorpionami i wstrętnymi pająkami wielkości ludzkiej dłoni. Mógłbym napisać o pokonywaniu wielu kilometrów prawdziwych bezdroży i przygodach z pogranicza National Geographic. Aż chce się wspomnieć o walkach z ulewnymi deszczami. Największym pięknem, skarbem i zapierającą dech w piersiach przygodą Kościoła brazylijskiego są jednak ludzie. Ci zwyczajni rolnicy, nauczyciele, murarze, starsi i młodsi, dla których Kościół i duszpasterstwo są prawdziwą pasją i sensem życia. Zawstydzają niejednego misjonarza swoim oddaniem i poczuciem wspólnoty. Uczą prostej i ufnej wiary. Wszystkie swoje plany kończą słowami - Se Deus quiser - Jak Bóg zechce. Traktują Kościół jako nić, która przeplata myśli, zamierzenia i najdrobniejsze czynności i zarazem jako sposób na życie. Mam tu na myśli przede wszystkim tych najbliższych parafii. Oni zajmują się katechezą, odwiedzają chorych z Komunią św., odprawiają nowenny, Liturgie Słowa, animują życie liturgiczne i duszpasterskie, śpiewają, grają, klaszczą i ciągle robią wystawienie Najświętszego Sakramentu. Dbają o kaplice na wioskach, które nieraz stają się ośrodkiem zdrowia, kiedy przyjeżdża lekarz, Chodzą od domu do domu i czytają Pismo św. Uczą cierpliwości i zawstydzają zarazem, bo ciągle czegoś chcą - a to kazanie za krótkie, a to jakieś rekolekcje trzeba zorganizować, a to zrobić licytację ciast i na leczenie sąsiada. I tak bez końca. To najlepsza przygoda, o jakiej mógłbym zamarzyć.

Proszę, nie myślcie, że tam w Brazylii jest dobrze, a u nas nie. Trudno porównać. To inne rzeczywistości i inne warunki społeczne, kulturowe czy geograficzne. Tam też są wyzwania, pojawiają się wzloty i upadki, czasami spektakularne upadki.

W tamtejszych warunkach żyję i realizuję swoje powołanie. Tam Bóg mnie doprowadził i ciągle odnajduję sens mojego bycia i duszpasterzowania. Staram się kierować i formować tą oddaną parafii grupę ludzi, których tak poważnie nazywamy "agentami pastoralnymi". Oni żyją daleko od klimatu samby i pięknych plaż, ale zarażają radością wiary, która bez wątpienia ma swoje źródło w Bogu. On Pan nie żyje na marginesie i prywatnej sferze życia, ale jest sensem i przewodnikiem życia.

Jeden z parafialnych agentów pastoralnych, Lucas, ma niezwykły dar odwiedzania chorych z Komunią św. Jest szafarzem. Nie może funkcjonować bez odwiedzin chorych. Zostawia nawet w połowie swoją pracę na roli, kiedy przypomni sobie, że o kimś zapomniał, kogoś nie odwiedził. Szuka chorych i starszych, albo lepiej powiedzieć, to oni szukają Lucasa. Podczas jednej z wizyt pada człowiek na zie
mię i pada wspomniany już blady strach na nasze miasteczko. Jedna z osób, którą odwiedza, kobieta dona Francisca, katoliczka od dziecka, miała męża innego wyznania. Nigdy nie mogła przyjąć Eucharystii w spokoju, bo mąż nie pozwalał. Lucas przyszedł do niej, jak co miesiąc. Rozłożył korporał na stole kuchennym między garnkami i zaczął się modlić. Przeczytał kawałek z Ewangelii św. Jana - "Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił", odmówił z Franciscą akt pokuty i Ojcze nasz.

W pokoju obok kuchni mąż chorej przyjmował ewangelistę, przedstawiciela swojej wspólnoty. Dyskutowali, czytali Pismo św. Nie wytrzymał jednak obecności szafarza i Eucharystii i zaczął wołać - "A co wy robicie? Przecież to jakieś bałwochwalstwo! Nie ma żadnej Eucharystii. Pana Jezusa nie ma w jakimś chlebie!"

Lucas i Francisca modlą się dalej. Docierają do momentu przyjęcia Komunii św. Krytyka męża chorej staje się już jawną obelgą. Lucas cierpliwi podnosi Eucharystię i mówi słowa "Oto Baranek Boży". Nagle szok i konsternacja. Wszystkim zabiera mowę. Wydaje się, że cisza i kamienie wołają - "Bóg jest!" Mąż naszej Franciszki pada. Traci przytomność. Ewangelista strategicznie ucieka. Franciszka w ciszy przyjmuje Komunię św.

Bóg jest. Objawił się w tej ciszy. Wszyscy w miasteczku o tym mówili. Niektórzy poważnie, inni w formie plotki. Wszyscy mówili jednak o Eucharystii i  nawróceniu tego, który bluźnił. A Lucas, kiedy zapytałem go o to zdarzanie, po pewnym już czasie tylko komentował: "Przecież to przyjemne, odwiedzać chorych".

Bogu Niech będą dzięki za Lucasa i innych. Każdy ma swój charyzmat i zadanie. Kościół potrzebuje zdolności i zaangażowania wszystkich i każdego z osobna. Gdzie szukać Boga, jeśli nie wśród tych, którzy noszą imię i godność chrześcijan. Pan Bóg postawił na mojej drodze tych właśnie ludzi, którzy mnie zawstydzają swoją prostą wiarą. W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.

Ks. Tadeusz Semmerling

Czytany 3053 razy
Oceń ten artykuł
(9 głosów)
Czytania na dziś
Artykuły z dnia
« Sierpień 2018 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Najnowsze
  • poniedziałek, 18 czerwiec 2018
    Śp. Ks. Bogdan Pulczyński

    Ze smutkiem zawiadamiamy, że w dniu 18 czerwca 2018 r., zmarł w 39. roku życia i 11. roku kapłaństwa, Ksiądz Bogdan Pulczyński, wikariusz parafii pw. św. Antoniego w Kosakowie, nasz parafianin.

  • czwartek, 15 marzec 2018
    Rekolekcje to dobry czas...

    W niedzielę, 18 marca rozpoczynamy w naszej parafii rekolekcje wiekopostne, które poprowadzi ks. Radosław Belling z Gdańska Matemblewa.

  • środa, 28 luty 2018
    Wielki Post - udoskonalaniem, umacnianiem i uzdrawianiem relacji

    Człowiek dojrzewa i rozwija się w relacji. Jakość relacji decyduje o wartości człowieka. Postęp techniczny sprawia, że człowiek tworzy sobie wirtualną rzeczywistość, gdzie ma tysiące wirtualnych znajomych, porozumiewanie często dokonuje się przez internet czy media społecznościowe. Coraz częstszym widokiem staje się obraz dwojga ludzi siedzącymi przy jednym stoliku, a pomimo tego jakby osobno – wpatrzeni w ekran swojego smartfona.