Start Aktualności Wstydliwa cisza
czwartek, 14 wrzesień 2017 23:57

Poprosiliśmy ks. Tadeusza Semmerlinga, aby napisał kilka zdań do parafialnego biuletynu "Głos MIchała Archanioła", na temat swojej pracy w Brazylii. Dzisiaj publikujemy go na stronie wraz ze zdjęciami.

Zwyczajny dzień. Pewien człowiek padł na ziemię. Stał się chwilowo nieprzytomny. Padł też blady strach i bojaźń Boża na mieszkańców miasteczka Castelo do Piaui. Chociaż było to chwilowe, zatrzymało jednak na chwilę życie mieszkańców naszego Castelo. Pan Bóg pokazał, że jest obecny, chociaż nieraz lekceważony i wydaje się niezauważalny.

W Chrystusie żyjemy, w Nim się poruszamy, w Nim jesteśmy. On jest widoczny w naszym życiu, przypominają nam Dzieje Apostolskie relacjonując mowę św. Pawła w oświeconych Atenach. Czynimy Go czasem bezsilnym świadkiem naszego życia, spychając Go do prywatnej i coraz bardziej wstydliwej, skrywanej sfery naszego życia.

Pierwszym zadaniem ewangelizacji jest ukazanie zbawczej obecności Jezusa Chrystusa nie tylko w ogólnie pojętym "świecie", ale bardziej szczegółowo w życiu osobistym każdego z nas. Ewangelizacja i misje zadają pytanie - Kim jest Bóg? Kim jest On dla mnie? Jakie znaczenie ma śmierć Chrystusa dla mnie? Czy to mnie w ogóle obchodzi? Kto ma zadać te pytania, jeśli nie ludzie Kościoła? Pytania te wymagają jasnych odpowiedzi, które nie zawsze powinny przybierać formę werbalną, ale tę bardziej przekonywującą - formę przykładu i świadectwa. Będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i aż po krańce świata - przypomina nam Jezus przed wniebowstąpieniem. Mógłbym napisać, że jesteśmy wezwani przez Pana do świadczenia o Nim. Pozwólcie, że zapytam - odczuwasz taką potrzebę? Doświadczenie Kościoła misyjnego pomaga zauważyć ludzi, którzy mają silną potrzebę świadczenia i życia ewangelią. Ich zaangażowanie i przykład są dla duszy prawdziwym napojem energetycznym (Pan Jezus mówił o żywej wodzie) i budzą pragnienie zaangażowania. Patrząc na moich parafian i współpracowników powiedziałem kiedyś sobie - ja też tak chcę. Moje chcenie kontynuuje już 12 lat.

Pisząc o  Brazylii mógłbym wspomnieć o pięknych i bezkresnych krajobrazach, palącym słońcu czy też o walce ze skorpionami i wstrętnymi pająkami wielkości ludzkiej dłoni. Mógłbym napisać o pokonywaniu wielu kilometrów prawdziwych bezdroży i przygodach z pogranicza National Geographic. Aż chce się wspomnieć o walkach z ulewnymi deszczami. Największym pięknem, skarbem i zapierającą dech w piersiach przygodą Kościoła brazylijskiego są jednak ludzie. Ci zwyczajni rolnicy, nauczyciele, murarze, starsi i młodsi, dla których Kościół i duszpasterstwo są prawdziwą pasją i sensem życia. Zawstydzają niejednego misjonarza swoim oddaniem i poczuciem wspólnoty. Uczą prostej i ufnej wiary. Wszystkie swoje plany kończą słowami - Se Deus quiser - Jak Bóg zechce. Traktują Kościół jako nić, która przeplata myśli, zamierzenia i najdrobniejsze czynności i zarazem jako sposób na życie. Mam tu na myśli przede wszystkim tych najbliższych parafii. Oni zajmują się katechezą, odwiedzają chorych z Komunią św., odprawiają nowenny, Liturgie Słowa, animują życie liturgiczne i duszpasterskie, śpiewają, grają, klaszczą i ciągle robią wystawienie Najświętszego Sakramentu. Dbają o kaplice na wioskach, które nieraz stają się ośrodkiem zdrowia, kiedy przyjeżdża lekarz, Chodzą od domu do domu i czytają Pismo św. Uczą cierpliwości i zawstydzają zarazem, bo ciągle czegoś chcą - a to kazanie za krótkie, a to jakieś rekolekcje trzeba zorganizować, a to zrobić licytację ciast i na leczenie sąsiada. I tak bez końca. To najlepsza przygoda, o jakiej mógłbym zamarzyć.

Proszę, nie myślcie, że tam w Brazylii jest dobrze, a u nas nie. Trudno porównać. To inne rzeczywistości i inne warunki społeczne, kulturowe czy geograficzne. Tam też są wyzwania, pojawiają się wzloty i upadki, czasami spektakularne upadki.

W tamtejszych warunkach żyję i realizuję swoje powołanie. Tam Bóg mnie doprowadził i ciągle odnajduję sens mojego bycia i duszpasterzowania. Staram się kierować i formować tą oddaną parafii grupę ludzi, których tak poważnie nazywamy "agentami pastoralnymi". Oni żyją daleko od klimatu samby i pięknych plaż, ale zarażają radością wiary, która bez wątpienia ma swoje źródło w Bogu. On Pan nie żyje na marginesie i prywatnej sferze życia, ale jest sensem i przewodnikiem życia.

Jeden z parafialnych agentów pastoralnych, Lucas, ma niezwykły dar odwiedzania chorych z Komunią św. Jest szafarzem. Nie może funkcjonować bez odwiedzin chorych. Zostawia nawet w połowie swoją pracę na roli, kiedy przypomni sobie, że o kimś zapomniał, kogoś nie odwiedził. Szuka chorych i starszych, albo lepiej powiedzieć, to oni szukają Lucasa. Podczas jednej z wizyt pada człowiek na zie
mię i pada wspomniany już blady strach na nasze miasteczko. Jedna z osób, którą odwiedza, kobieta dona Francisca, katoliczka od dziecka, miała męża innego wyznania. Nigdy nie mogła przyjąć Eucharystii w spokoju, bo mąż nie pozwalał. Lucas przyszedł do niej, jak co miesiąc. Rozłożył korporał na stole kuchennym między garnkami i zaczął się modlić. Przeczytał kawałek z Ewangelii św. Jana - "Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił", odmówił z Franciscą akt pokuty i Ojcze nasz.

W pokoju obok kuchni mąż chorej przyjmował ewangelistę, przedstawiciela swojej wspólnoty. Dyskutowali, czytali Pismo św. Nie wytrzymał jednak obecności szafarza i Eucharystii i zaczął wołać - "A co wy robicie? Przecież to jakieś bałwochwalstwo! Nie ma żadnej Eucharystii. Pana Jezusa nie ma w jakimś chlebie!"

Lucas i Francisca modlą się dalej. Docierają do momentu przyjęcia Komunii św. Krytyka męża chorej staje się już jawną obelgą. Lucas cierpliwi podnosi Eucharystię i mówi słowa "Oto Baranek Boży". Nagle szok i konsternacja. Wszystkim zabiera mowę. Wydaje się, że cisza i kamienie wołają - "Bóg jest!" Mąż naszej Franciszki pada. Traci przytomność. Ewangelista strategicznie ucieka. Franciszka w ciszy przyjmuje Komunię św.

Bóg jest. Objawił się w tej ciszy. Wszyscy w miasteczku o tym mówili. Niektórzy poważnie, inni w formie plotki. Wszyscy mówili jednak o Eucharystii i  nawróceniu tego, który bluźnił. A Lucas, kiedy zapytałem go o to zdarzanie, po pewnym już czasie tylko komentował: "Przecież to przyjemne, odwiedzać chorych".

Bogu Niech będą dzięki za Lucasa i innych. Każdy ma swój charyzmat i zadanie. Kościół potrzebuje zdolności i zaangażowania wszystkich i każdego z osobna. Gdzie szukać Boga, jeśli nie wśród tych, którzy noszą imię i godność chrześcijan. Pan Bóg postawił na mojej drodze tych właśnie ludzi, którzy mnie zawstydzają swoją prostą wiarą. W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.

Ks. Tadeusz Semmerling

Czytany 2281 razy
Oceń ten artykuł
(8 głosów)
Czytania na dziś
Artykuły z dnia
« Listopad 2017 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Najnowsze
  • czwartek, 19 październik 2017 21:17
    Schola parafialna

    W naszej parafii zrodził się pomysł utworzenia dziecięcej scholii. Chcemy poprzez śpiew realizować stwierdzenie św. Augustyna "Qui cantat bis orat" - kto śpiewa modli się dwa razy (a kto fałszuję modli się trzy razy - to oczywiście żarcik).

  • czwartek, 14 wrzesień 2017 23:57
    Wstydliwa cisza

    Poprosiliśmy ks. Tadeusza Semmerlinga, aby napisał kilka zdań do parafialnego biuletynu "Głos MIchała Archanioła", na temat swojej pracy w Brazylii. Dzisiaj publikujemy go na stronie wraz ze zdjęciami.

  • sobota, 15 kwiecień 2017 16:34
    Koncert charytatywny "Życie cudem jest"

    Parafia pw. Św. Faustyny Kowalskiej w Pucku zaprasza na Wielkanocny Koncert Uwielbieniowy "Życie cudem jest", podczas, którego będą zbierane datki na rehabilitację dwójki chorych dzieci: Wiktorię Krzebietke i Tymoteusza Gojke.